O śmierci u Leśmiana w kontekście jednego wiersza
Bolesław Leśmian

 

***

Po co tyle świec nade mną, tyle twarzy?

Ciału memu nic już złego się nie zdarzy.

 

Wszyscy stoją, a ja jeden tylko leżę -

Żal nieszczery, a umierać trzeba szczerze.

 

Leżę właśnie zapatrzony w wieńców liście,

Uroczyście – wiekuiście – osobiście.

 

Śmierć, co ścichła, znów zaczyna w głowie szumieć,

Lecz rozumiem, że nie trzeba nic rozumieć…

 

Tak mi ciężko zaznajamiać się z mogiłą,

Tak się nie chce być czymś innym niż się było!

O śmierci u Leśmiana w kontekście jednego wiersza

 

Czym jest śmierć? Jak się umiera? Co dzieje się potem? Oto pytania nurtujące ludzkość od samego początku. Pytania godne największych mędrców, wciąż bez odpowiedzi, mimo iż były podstawą i osnową tylu religii, systemów filozoficznych, dzieł literackich, bogatej symboliki. Śmierć symbolizuje tajemnicę Natury, kres wędrówki, koniec okresu, epoki, bramę życia, przejście z jednego bytu do drugiego, wieczny sen, wielkie przebudzenie, oddzielenie duszy od ciała, wieczną noc, bezpowrotną falę, nieznany kraj, ofiarę rozumu, tajemnicę zbawienia.[1] Rozpatrywanie zagadki śmierci budzi z jednej strony pożądanie, z drugiej – strach. Na co dzień rzadko mówimy o unicestwieniu życia, odsuwamy tę myśl, bo przecież to jeszcze nie na nas kolej, jeszcze nie teraz, to gdzieś tam, w przyszłości. I umieszczamy śmierć w swoich planach, bardzo odległych planach. Nie chcemy o niej rozmawiać, czujemy – może podświadomie – że wszelki kontakt ze śmiercią, nawet niebezpośredni, stawia nas wobec możliwości własnego kresu, przybliża go, sprawia, że jest bardziej rzeczywisty. Drugi powód, dla którego trudno nam mówić o tej tajemnicy, wrośnięty jest w samą istotę języka. W większości wypadków słowami określamy rzeczy doświadczane przez zmysły. Śmierć jednak jest czymś, co leży poza świadomym doświadczeniem większości ludzi. Jeżeli już rozważamy ten temat, pojawiają się eufemistyczne sformułowania. Porównujemy śmierć czy umieranie do przyjemniejszych doznań, które znamy, np. „śmierć to wypoczynek po trudzie i nędzy”, „śmierć – wieczny sen”[2]. A jednak mimo strachu i bariery doświadczeń Schopenhauer stwierdził, że śmierć jest prawdziwym duchem inspirującym i muzą filozofii. Dodajmy także muzą poezji, w nie mniejszym stopniu niż miłość. Przyczynę tego trafnie ujął Michał Głowiński, który stwierdził: „Sztuka mówienia o śmierci, w tym także mówienia poetyckiego, staje się formą oswojenia.”[3]

            W literaturze polskiej „oswajać śmierć” usiłowano nieraz, ale niewątpliwie na czoło wysuwa się Bolesław Leśmian, u którego „śmierć jest pierwszą sprawą, pierwszym tematem”[4], „występuje w najróżniejszych uwikłaniach i związkach, łączy się […] z erotyką, ale także z fantastyką, opisami natury, ze wszystkim, czym Leśmian się zajmował. Pojawia się w najbardziej nieoczekiwanych miejscach.”[5] Jaka jest śmierć w poezji autora „Napoju cienistego”? Tymoteusz Karpowicz pisał: „Śmierć jest jak uśmiech Mona Lizy, jest zagadkowa”.[6] Dodajmy jeszcze – jest pełna sprzeczności, co wynika chyba z faktu, że „Racjonalizm nie był nigdy tym elementem światopoglądu Leśmiana, który w sposób decydujący zaważył na jego liryce”.[7] Cóż więc poecie pozostało? Intuicja, a ta często bywa zwodna, stąd tyle sprzeczności. „Leśmian – poeta sceptyczny i filozofujący – jakby mimo woli – gubi się w sprzecznościach.”[8] Dlatego trudno o jednoznaczną interpretację jego wierszy o śmierci, interpretację bez odwołania się do innych poruszających ten sam leitmotiv utworów poety. Stąd też w niniejszej interpretacji tyle porównań i cytatów.

Wiersz rozpoczynający się od słów Po co tyle świec nade mną to poezja funeralna w najgłębszym tego słowa znaczeniu. Pojawiają się typowe akcesoria śmierci: świece, wieńce, trumna, że nie wspomnę o głównym bohaterze – trupie. Wiersz jest krótki (10 wersów ułożonych w pięciu dwuwersowych strofach). Gdy porówna się go z innymi utworami Leśmiana o śmierci wydaje się, że jest to tylko szkic lub podsumowanie rozmyślań poety związanych z tym tematem. Mamy bowiem poruszone główne problemy rozwinięte w bardziej znanych i reprezentatywnych przedstawicielach Leśmianowskiej „poetyki śmierci”. Są to:

- dualizm duszy i ciała,

- samotność i osobistość w momencie umierania,

- relacja ja (trup) – oni (żywi),

­ - śmierć – początek życia,

- próba zrozumienia odwiecznej tajemnicy,

- brak Boga – polemika ze znanymi scenariuszami „życia” po śmierci w religiach i systemach filozoficznych.

 

Dusza a ciało

 

Według Platona śmierć to oddzielenie duszy od ciała. Takie stwierdzenie wypływało z przekonań greckiego filozofa, że człowiek to zespolenie duszy i ciała, ale tylko ta pierwsza jest nieśmiertelna, jest czynnikiem życia, który nie podlega prawom śmierci fizycznej. Platon wyobrażał sobie, że dusza, opuściwszy swe więzienie, uda się łodzią na drugi brzeg pośmiertnej egzystencji. Tyle tradycja antyczna, natomiast w Liście św. Pawła do Rzymian czytamy:

 

Wiem bowiem, że zakon jest duchowy, ja zaś jestem cielesny, zaprzedany grzechowi […] Nędzny ja człowiek! Któż mnie wybawi z tego ciała śmierci. […] Albowiem zmysł ciała to śmierć, a zmysł ducha to życie i pokój. [9]

 

Zaś w Ewangelii świętego Jana znajdziemy takie oto słowa:

 

Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam, kto słucha słowa mego i wierzy temu, który mnie posłał ma żywot wieczny.[10]

 

Wielkie filozofie czerpały zarówno z Biblii, jak i dorobku antyku. Problem zespolenia duszy i ciała, nieśmiertelności tej pierwszej, jej udziału w życiu wiecznym, w poznaniu absolutu (mimo pewnych modyfikacji) rzadko był kwestionowany, przede wszystkim dlatego, że był po prostu optymistyczny, dawał szansę, że gdzieś tam będziemy żyli, że śmierć, to wrota raju, przejście do krainy szczęśliwości, dar, łaska. A jak jest u Leśmiana? Napotykamy na sprzeczności w jego utworach i w wypowiedziach wybitnych krytyków, interpretatorów poezji funeralnej poety. Cezary Rowiński pisze:

 

Leśmianowska koncepcja człowieka jest głęboko monistyczna […] Duch nie może egzystować bez materii, a dusza bez ciała. Tragizm istnienia polega m.in. na tym, iż śmierć przynosi jakieś rozszczepienie między duszą i ciałem.[11]

 

A u Michała Głowińskiego czytamy:

 

[…] opowiada on przecież o wędrówkach duszy, która już z ciałem się rozstała, a więc jest czymś autonomicznym.[12]

 

Analizowany wiersz nie jest dobrym przykładem na znalezienie jednoznacznej koncepcji. Już drugi wers (Ciału memu nic już złego się nie zdarzy) szokuje odbiorcę. Jak to, a gdzie makabryczne obrazy rozpadu, zgnilizny, robactwa.[13] Gdyby wers brzmiał: duszy mojej nic już złego się nie zdarzy, nie byłoby problemu z interpretacją, pojawiłyby się obrazy raju, wiecznej szczęśliwości, ale u Leśmiana:

 

To, co było kultem ducha, staje się nieraz na prawach szczególnego paradoksu – kultem ciała.[14]

 

A może ów wers to nawiązanie do wyznania wiary rozpoczynającego się słowem „wierzę” i kończącego formułą „w ciała zmartwychwstanie, żywot wieczny”? Czyżby autor miał na myśl ten typ ciała, o którym wspominał święty Paweł w „Liście do Koryntian”.

 

Sieje się ciało cielesne, bywa wzbudzone ciało duchowe.[15]

 

Jeżeli tak, to rację miałby Eugeniusz Czaplejewicz, który stwierdził:

 

Perspektyw śmierci nie oznacza detronizacji ciała, wręcz przeciwnie, jego intronizację.[16]

 

Niestety, w Leśmianowskich śmieciach trudno dopatrywać się jednoznaczności, bo przecież nieraz ciało zmarłego w jego wierszach to biały szkielet, odrażająca zgnilizna (Jadwiga, Do siostry). Te sprzeczności to jeszcze jeden dowód na nieprzenikalnie tajemnicy tego, co będzie potem, po życiu.

 

Ja (trup) – oni (żywi)

 

Między światem żywych, a krainą zmarłych rozciąga się przepaść, która umożliwia dwustronny kontakt.[17]

 

Tak właśnie jest w omawianym wierszu. Opozycja między oni (wszyscy stoją) a ja (ja jeden tylko leżę) jest wyraźna. Ukazanie tej opozycji, braku porozumienia osiągnął poeta poprzez specyficzną konstrukcję wypowiedzi podmiotu lirycznego.

 

W zakresie konstrukcji wypowiedzi monolog wewnętrzny to jedna z istotniejszych inicjatyw nowatorskich Leśmiana, tak się jeszcze o śmierci nie pisało.[18]

 

Owszem, mówił już w literaturze polskiej o śmierci konający (Skarga umierającego), mówiła upersonifikowana śmierć (Rozmowa Mistrza Polikarpa ze śmiercią), opiewał odejście córki Kochanowski, ale nie przemawiał sam trup, który śmierć „przeżył”. W wierszu *** (Po co tyle świec…) mamy zwłoki w typowej dla nich pozycji horyzontalnej, zwłoki, które mówią. Ale do kogo, skoro żywi nie słyszą, a duchów, cieni innych zmarłych nie ma?

 

Podmiot mówiący zwraca się do siebie […] Nieokreśloność adresata jest maską, za którą ukrywa się ten, kto mówi […]. Podmiot liryczny zachowuje się tak, jakby straciwszy wszystkich i wszystko stał na skraju przepaści, która otwiera się przed nim i wypowiadał w pustą przestrzeń swoje słowa, bez żadnej nadziei, że go ktoś w niebie czy na ziemi usłyszy poza nim samym.[19]

 

O ile monolog wewnętrzny jest nowatorskim rozwiązaniem Leśmiana, o tyle wers czwarty (Żal nieszczery, a umierać trzeba szczerze) ma głębokie korzenie w literaturze polskiej, wystarczy przypomnieć poezję księdza Józefa Baki czy Skargę umierającego:

 

Dziatki s matką narzekają,

Bracia mię [w] rzekomo żałują (…)

Nikt za mię nie chce umrzecie,

Ni przyjaciel na tym świecie[20]

 

Żal nieszczery… Czy rozpaczając po bliskim zmarłym myślimy o nim, czy o sobie? Raczej to drugie. Po pierwsze, dlatego, że śmierć innego człowieka przypomina nam, że nas również to czeka. Bardziej bolejemy nad sobą, bo ten ktoś nas opuścił, już nie możemy liczyć na jego pomoc, radę, musimy żyć bez niego, zapełnić pustkę i osamotnienie. A przecież my zostajemy wśród żywych, a smutek dzielimy z innymi. Trup jest sam (A ja jeden tylko leżę…), on musi umrzeć osobiście i wiekuiście, musi borykać się z samotnym życiem po śmierci, o czym pisał Leśmian także w innych swoich wierszach.

 

Trup jest zawsze samotny! Sam na sam z otchłanią! (Do siostry)

 

Snu – nie ma! Wieczność czuwa! Trup nie jest szczęśliwy!” (Cmentarz)

 

Śmierć końcem życia?

 

Czytając Leśmianowskie wiersze o śmierci, można by zadać pytanie, czy nie mamy do czynienia z poezją funeralną o życiu? Ktoś powie – paradoks. A przecież w tylu religiach śmierć to początek nowego, innego życia.[21] Wydawać by się więc mogło, że Leśmian nie proponuje niczego nowego. Czy aby na pewno?

 

Leżą tak grymaśnie…

Ten na wznak, ów – na boku, a tamten na brzuchu

Coś w nich jeszcze się dzieje – pomimo bezruchu. (Dziejba leśna)

 

Wiem! sen wieczny to tylko czasu w grobie strata,

Bo  najdalszych zakątkach i przerwach wszechświata

Nie ma zwłok dość umarłych, dość nikłego cienia

I pyłów dość nikczemnych – bez łez, bez istnienia. (U wód Hiranjawati…)

 

Umierajcie raz jeszcze śmiercią spoza świata (Ubóstwo)

 

A wszak ci w trupach taka moc bywa

Że trup i w grobie wiele przeżywa (Ballada o dumnym rycerzu)

 

Ożywiony pogrzebem – pomyślał, że trzeba

Zmienić cel nieistnienia i miejsce – niebytu (Śnigrobek)

 

Śmierć, co ścichła, znów zaczyna w głowie szumieć,

Lecz rozumiem, że nie trzeba nic rozumieć…

 

Tak mi ciężko zaznajamiać się z mogiłą,

Tak się nie chce być czymś innym niż się było! (*** Po co tyle świec…)

 

Z wyżej przytoczonych fragmentów jasno wynika, że według Leśmiana śmierć fizyczna nie jest nigdy ostatecznym przerwaniem życia, mogiła nie jest kresem bytu. Śmierć jest pewnym dzianiem się („dziejbą”), jest raczej procesem, który rozciąga się w czasie. Leśmianowscy moribundzi mogą mówić i pić (Zielony dzban), umierać po raz wtóry, ale nie mogą … żyć. I tutaj mamy różnicę z wierzeniami. Wymyka się śmierci myśl, pragnienie, działanie. Czyżby oddźwięk filozofii Heidegera, dla którego „być” to „dziać się”, co oznacza dla bytu ludzkiego, że nigdy nie będzie zakończonym, wypełnionym i pewnym tego kim jest i co wie. W wierszu *** (Po co tyle świec…) ja liryczne myśli, komentuje swe położenie, stan, w jakim się znajduje, mimo że wie, iż nie żyje, a przecież ten fakt miał pociągać za sobą podstawową konsekwencję – nie trzeba nic rozumieć. Zatem nie chrześcijańskie poznanie tajemnicy wszechświata, a próba nirwany? Jeżeli tak, to jednak próba nieudana, zamiast wygaśnięcia wszystkich myśli i pożądań ukazuje poeta zasadniczą niemożność wyjścia z kręgu ziemskiego doświadczenia człowieka i realizacji jakiejkolwiek mistycznej transcendencji.

 

Tak mi ciężko zaznajamiać się z mogiłą,

Tak się nie chce być czymś innym niż się było!

 

Oto końcowe wersy pełne rezygnacji. Trup żyje, żyje, bo rozumie, że nie żyje, żyje, bo jeszcze pragnie czegoś, pożąda. Gdyby mógł działać, pewnie broniłby doczesności, bo śmierć i to, co mu ona przyniosła, rozczarowała go. Nie ma Boga, raju, nirwany. Jest nicość, próżnia, pustka – coś, co nie jest istniejące, lecz wszakże czymś jest. Charakterystyczne, że nie ma w wierszu wielkiej rozpaczy, nie wspominając już o próbie buntu czy choćby wyrzutów, bo śmierć u Leśmiana to likwidacja wszelkich perspektyw, totalny brak możliwości, niemożność oddziałania na świat.[22] Umieranie, kraina zmarłych jest strefą, w której mnożą się niemożliwości:

 

Ciału memu nic już złego się nie zdarzy.

 

Lecz rozumiem, że nie trzeba nic rozumieć…

 

Tak się nie chce być czymś innym niż się było!

 

Pozostaje jeszcze pytanie, gdzie to wszystko się dzieje? Są jakby dwa „miejsca akcji” Ciało leży pewnie w jakiejś zamkniętej przestrzeni (pokój, kaplica), wśród świec, wieńców, pośród żywych, którzy prawdopodobnie uczestniczą w ostatnim pożegnaniu.[23] Ale jest też drugie miejsce, które trudno określić. Nie jest to niebo pełne aniołów ani piekło z ogniem wiecznym, nie jest to brzeg rzeki Lety ani Styksu, nie jest to królestwo cieni ani zielona łąka. Jest „przystań”, którą można by umiejscowić gdzieś na pograniczu bytu i nicości, w której już się „nie jest”, nie będąc jeszcze unicestwionym przez nicość. Są to jakby obszary, leżące w miejscach bliżej nieokreślonych. Jest to (podobnie jak u Heideggera) teren, który rozciąga się poza bytem, jest to swego rodzaju „zaświat”, gdzie nadal aktualne są słowa „ciało me wklęte w korowód istnienia”[24]

 

Śmierć Leśmianowska – polemika czy kompilacja?

 

Czy śmierć, jej wyobrażenie w utworach Leśmiana to polemika ze znanymi w naszym kręgu kulturowym systemami religijnymi i filozoficznymi? Nie ma przecież Boga, który przez śmierć Jezusa Chrystusa zapewnił nam życie wieczne, nie ma greckiego Thanatosa, stanu nirwany, brak jednoznaczności, co do stosunku duszy i ciała. A jednak na swój sposób przedstawia poeta życie. Jego widzenie rzeczy ostatecznych można by potraktować jako polemikę, niezgodę na to, co proponowano dotychczas. Dla mnie jest to jednak kompilowanie, wybieranie, dopasowywanie i uzupełnianie poetycką wyobraźnią.

 

[U Leśmiana A.K-H]] można od biedy doszukać się styku, czyli wspólnego mianownika i z chrześcijańską wiarą w ciał zmartwychwstanie, i z indyjskim pochodem ku nirwanie, i z mahometańskim rajem zmysłowym, i z pogańskimi mitologizacjami.[25]

 

Niestety, nawet taka mozaika nie daje odpowiedzi na pytania o to, co będzie po życiu. Lektura Leśmiana nie sprawi, że będziemy już pewni swego losu. Raczej sprawi, iż uświadomimy sobie sprzeczności, mnóstwo możliwości i niemożność rozwiązania zagadki. Nasz chrześcijański optymizm zostanie zachwiany, o ile w ogóle nie zniweczony.

 

W czas zmartwychwstania Boża moc

Trafi na opór nagłych zdarzeń.

Nie wszystko stanie się w tę noc

Według niebieskich wyobrażeń. (Czas zmartwychwstania)

 

Przestroga czy groźba?

 

 

 

Warsztat poety

 

Michał Głowiński w książce Zaświat przedstawiony pisał:

 

[…] wiersza wolnego w ogóle nie zauważa w swojej praktyce twórczej […] obcy mu jest także tonizm. Pozostaje wierny dwóm klasycznym systemom polskiego wiersza: sylabizmowi i sylabotonizmowi […] Ta konsekwencja ma uzasadnienie w jego estetyce, przede wszystkim w idei rytmu jako podstawy i warunku wszelkiej wypowiedzi poetyckiej. […] To samo obserwujemy w sferze strofiki i rymowania. I tutaj także Leśmian – jak wiadomo – nie pozwala sobie na jakiekolwiek licencje, unika nawet przerzutni stroficznych, a strofę traktuje jako zamkniętą jednostkę kompozycyjną. Pełność rytmu jest dyktatem absolutnym.[26]

 

Wyże wymienione uwagi znajdują potwierdzenie w analizowanym wierszu krótkim, dystychicznym i sylabotonicznym, z bardzo regularnym rozkładem akcentów, średniówką (8+4) oraz zestrojami akcentowymi, które dzielą utwór jakby na trzy części (4+4+4), co dodatkowo wzmacnia rytm. Powszechnie znana fascynacja poety Bergsonem widoczna jest i w budowie opracowywanego wiersza, mamy bowiem na warsztacie kompozycję otwartą, gdzie tak naprawdę nie ma początku i końca. Owe 10 wersów to jakby urywek większego monologu, który i tak nie byłby w stanie odpowiedzieć na filozoficzne dywagacje. A skoro już przywołana została filozofia – należałoby zdać pytanie, z jakiego typu liryką mamy do czynienia? Na pewno z liryką bezpośrednią, o czym świadczą czasowniki w 1 osobie i zaimki (ja, mną, memu), ale czy jest to liryka filozoficzna? Chyba bezpieczniej użyć stwierdzenia ogólniejszego – liryka refleksyjna. Podmiot liryczny mówi raczej o swych odczuciach, nie ustosunkowuje się zaś bezpośrednio do teorii filozoficznych. Nawet inicjujące wiersz pytanie jest proste i prozaiczne, dotyczące sytuacji, nie zaś odczuć egzystencjalnych. Ów wers zakończony znakiem zapytania to tylko pretekst, by w kolejnych dziewięciu wersach pojawił się „reportaż” o śmierci, o tym, co dzieje się potem.

Pozostała jeszcze do zasygnalizowania kwestia przeczeń w dorobku Leśmiana. Michał Głowiński mówił nawet o poezji przeczenia, a Artur Sandauer dodał, że „czym w formie negacja, tym w treści – śmierć.”[27]

Ślady owej częstotliwości używania zaprzeczeń widać i w omawianym utworze (nic już złego się nie zdarzy, nie trzeba rozumieć, nie chce się być, żal nieszczery). Za pewną formę przeczenia można by uznać także brak środków stylistycznych. Wiersz *** (Po co tyle świec…) płynie, nie ma tu przerzutni, które ujawniałyby niepokój, chęć protestu, brak wyszukanych epitetów, rozbudowanych porównań, a nawet – tak charakterystycznych dla Leśmiana – neologizmów. Dlaczego?

 

U Leśmiana człowiek jest tragiczny, ale nie jest wzniosły; co za tym idzie, w jego poezji brak patosu.[28]

 

Zakończenie

 

Podsumowanie powyższej analizy i interpretacji rozpocznijmy słowami:

 

Jest Leśmian obiektem ogromnego i niesłabnącego zainteresowania krytycznego i historycznoliterackiego, przez które przejść musi każda wielkość w jakimś momencie recepcji.[29]

 

Uważam, ze nawet gdyby Leśmian był autorem wierszy tylko o śmierci, już zasłużyłby sobie na czołowe miejsce w poezji polskiej (nie wspominając o balladach i erotykach). Pytania stawiane przez autora Sadu rozstajnego, Dziejby leśnej, próby rozwiązań tajemnicy kresu ludzkiego istnienia są i będą aktualne, dlatego właśnie, że pełno w nich niedopowiedzeń, niejednoznaczności, sprzeczności i niedomówień. Propozycje poety dotyczące kresu ludzkiego istnienia wciąż są aktualne. Pozwalają na próbę znalezienia właściwej i własnej odpowiedzi. Niestety, nie pomogą w jej znalezieniu. Podsumowaniem pracy niechaj będą słowa:

 

Obecnie w całej pełni dostrzegamy ponadczasową wartość poezji Leśmiana. Możemy zaryzykować proroctwo, że jej wartość będzie wzrastać proporcjonalnie do technizacji świata […] Odnajduję w wierszach Leśmiana pogodzenie się z losem, swoisty stoicyzm. Wielkie dramaty i uniesienia oscylują wokół fatalistycznej, ale cichej rezygnacji […] Nie ma sytuacji bez wyjścia. Wyjściem może być nawet śmierć. Niech to będzie nawet spokojne wejście w ciszę, odejście bez złego pogłosu, bez narzucania innym obowiązku ostatniej posługi.[30]

 

Bibliografia podmiotowa

 

B. Leśmian, Poezje wybrane, oprac. J. Trznadel, Wrocław 1991.

 

Bibliografia przedmiotowa

 

J. Baka, Poezje, Warszawa 1986.

J. A. Borzęcki, Poetycki świat bezsensu (fr.), „Tygodnik Kulturalny” 1985, nr 50.

Chrestomatia staropolska, Wrocław 1995.

M. Głowiński, Zaświat przedstawiony, Warszawa 1981.

M. Głowiński, Wiersze Bolesława Leśmiana. Interpretacje, Warszawa 1971.

M. Głowiński, Szkic o Leśmianie, „Twórczość” 1956, nr 10.

T. Karpowicz, Poezja niemożliwa, Warszawa 1975.

W. Kopaliński, Słownik symboli, Warszawa 1990.

J. Kwiatkowski, Leśmian artysta, „Życie Literackie” 1957, nr 51/2.

R. Matuszewski, Wstęp do: B. Leśmian, Wybór poezji, Warszawa 1987.

A. Nawarecki, Czarny karnawał „Uwagi śmierci niechybnej” ks. Baki – poetyka tekstu i paradoksy recepcji, Wrocław 1991.

T. Nyczek, Bolesław Leśmian, Wrocław 1976.

 I. Opacki, Poetyckie dialogi z kontekstem. Szkice o poezji polskiej XX wieku, Katowice 1979.

M. Orski, Leśmian – tragizm niespełnionych marzeń, „Tygodnik Kulturalny” 1970, nr 21.

J. Przyboś, Leśmian po latach, „Nowa Kultura” 1955, nr 41.

A. Sandauer, Moje odchylenia, Kraków 1956.

A. Sandauer, Poeci czterech pokoleń, Warszawa 1962.

J. Trznadel, Leśmian, jakiego nie znamy, „Przegląd Kulturalny” 1958, nr 18.

J. Trznadel, Twórczość Leśmiana. Próba przekroju, Warszawa 1964.

J. Trznadel, Płomień obdarzony rozumem, Warszawa 1978

J. Warchala, Świat w języku. O poezji Bolesława Leśmiana [w:] „Prace Naukowe Uniwersytetu  Śląskiego” 1981, nr 549.

K. Wyka, Czytam Leśmiana [w:] Łowy na kryteria, Warszawa 1965.



[1] W. Kopaliński, Słownik symboli, Warszawa 1990.

[2] Tamże, s. 12.

[3] Tenże, Zaświat przedstawiony. Szkice o poezji Bolesława Leśmiana, Warszawa 1981, s. 25.

[4] Tamże, s. 252.

[5] Tamże, 253.

[6] T. Karpowicz, Poezja niemożliwa, Warszawa 1975, s. 78.

[7] M. Głowiński, Szkic o Leśmianie, w: „Twórczość” 1956, nr 10, s. 73.

[8] Tamże, 75.

 

[9] Nowy Testament. Warszawa 1974, s. 26.

[10] Tamże, s. 157.

[11] C. Rowiński, Człowiek i świat w poezji Leśmiana, Warszawa 1982, s. 45.

[12] M. Głowiński, Wiersze Bolesława Leśmiana. Interpretacje, Warszawa 1971, 75.

[13] Obrazy tego typu znaleźć można m.in. w średniowiecznej i późnobarokowej homiletyce. Por. A. Abramowicz, Kazania niedzielne, Wilno 1753, s. 407.

[14] J. Trznadel, Twórczość Leśmiana, Warszawa 1964, s. 291.

[15] Nowy Testament…, s. 296.

[16] E. Czaplejewicz, Gra miłości i śmierci w liryce Leśmiana [w]: Studia z teorii i historii poezji, Warszawa 1970, s.231.

[17] Tamże, s. 256.

[18] Tamże, s. 261.

[19] Tamże, s. 264.

[20] Skarga umierającego [w:] Chrestomatia staropolska, Wrocław 1995, s. 277.

[21] Balsamowanie ciał i chowanie zmarłych wraz z potrzebnymi sprzętami w kulturze starożytnego Egiptu; w starożytnej Grecji wkładanie obola  zmarłym, by Charon mógł ich przewieźć przez Styks do Hadesu; wiara w reinkarnację; opisy w Tybetańskiej Księdze zmarłych; tradycja biblijna, która wyraźnie choć bez szczegółów mówi o życiu po śmierci, np.: Ożyją Twoi zmarli, zmartwychwstaną ich trupy, obudzą się i krzykną z radości spoczywający w prochu,  […] ziemia wyda cienie zmarłych. (Izajasz 26, 19).

[22] C. Rowiński, Człowiek i świat…, s. 148.

[23]  W przypadku, gdy mowa o umieraniu bez wyraźnych odwołań do wątków fantastycznych, gdy śmierć ujmowana jest jako indywidualne doświadczenie, niemal z reguły występuje przestrzeń zamknięta.

[24] Por. B. Leśmian, Ciało me wklęte w korowód istnienia [w:] Tenże, Poezje wybrane, Wrocław 1971, s. 275.

[25] J. Warchala, Świat w języku. O poezji B. Leśmiana [w:] „Prace Naukowe Uniwersytetu Śląskiego” 1981, nr 459, s. 74.

[26] M. Głowiski, Zaświat przedstawiony…, s. 65.

[27] A. Sandauer, Moje odchylenia, Kraków 1956, s. 89.

[28] C. Rowiński, Człowiek i świat…., s. 48.

[29] J. Trznadel, Płomień obdarzony rozumem, Warszawa 1978, s. 33.

[30] J. A. Borzęcki, Poetycki świat bezsensu (fr.), „Tygodnik Kulturalny” 1985, nr 50, s. 9.